Jak kupić akcje i co kosztuje cię więcej niż prowizja
Jak kupić akcje krok po kroku: model prowizji, waluta rachunku, typ zlecenia i dostęp do konta po śmierci. Policz sam, ile naprawdę zjada przewalutowanie.
Zobacz przykładowy raportTo metodyka analizy, a nie rekomendacja. Nic tutaj, ani nigdzie indziej w Taufolio, nie jest poradą inwestycyjną. Traktuj każdy przykład jako punkt wyjścia do własnych poszukiwań.
Żeby kupić akcje, otwierasz rachunek maklerski, przelewasz pieniądze, wpisujesz nazwę spółki, wybierasz typ zlecenia i zatwierdzasz. Jedno popołudnie, w większości czekanie na weryfikację tożsamości. Tylko że po drodze podejmujesz cztery decyzje o samym rachunku, a formularz nie rozstrzyga żadnej: w jakim modelu płacić prowizję, w jakiej walucie prowadzić rachunek, jakim zleceniem kupować i kto poza tobą ma do rachunku prawo. Prowizja, wokół której zbudowane jest każde porównanie brokerów, jest najmniejszym z tych kosztów.
Jak kupić akcje w pięciu krokach
Mechanika jest ta sama u każdego brokera:
- Wybierasz dom maklerski i otwierasz rachunek: wniosek, skan dowodu, kilka pytań o doświadczenie. Weryfikacja to zwykle dzień, czasem trzy.
- Przelewasz pieniądze. Ile potrwa przelew, zależy od banku i od godziny, w której go zlecisz.
- Wpisujesz w wyszukiwarkę nazwę spółki albo jej ticker, czyli skrót giełdowy.
- Wybierasz liczbę akcji i typ zlecenia: po każdej cenie albo z limitem.
- Zatwierdzasz. Akcje pojawiają się na rachunku od razu, a rozliczenie pieniędzy zamyka się dzień lub dwa później.
Na tym kończy się większość poradników i na tym kończyłby się ten, gdyby koszt kupna akcji był tym, co widać na paragonie od brokera.
Nie jest.
Gdzie kupić akcje i co naprawdę wybierasz
Rankingi brokerów porównują prowizję, bo prowizja jest jedyną liczbą, którą każdy broker podaje w tej samej jednostce. Ma to sens: dwa zlecenia miesięcznie przez dziesięć lat to 240 prowizji, a różnica kilku złotych na każdej daje kwotę, którą widać. Gdyby na paragonie od brokera stała tylko prowizja, ranking wystarczyłby za całą decyzję.
Brzmi rozsądnie. Tylko że akcje nie wiedzą, przez kogo je kupiłeś.
Na liście akcjonariuszy spółki nie ma twojego nazwiska, tylko nazwa brokera albo depozytu, który trzyma papiery w twoim imieniu. Spółka nie wie, że istniejesz, dopóki nie zgłosisz się na walne zgromadzenie. Czyli wybór brokera nie zmienia tego, co posiadasz. Zmienia to, ile płacisz po drodze i co się dzieje z rachunkiem, kiedy przestaniesz się nim zajmować.
Dlatego porównanie brokerów zaczynam nie od prowizji, tylko od dwóch pytań: czy rachunek można prowadzić w walucie spółki i jakie formy własności rachunku broker oferuje. Prowizja jest trzecia. Interfejs czwarty, choć to o nim rozmawia się najwięcej.
Skoro trzecia, to skąd bierze się pierwsza z czterech decyzji? Stąd, że część brokerów każe wybrać jej model, a od tego wyboru zależy, jak małe zlecenie możesz złożyć bez dopłacania do interesu. Prowizja stała to jedna kwota od zlecenia, niezależnie od wielkości, zwykle z minimum. Stopniowana rośnie z liczbą akcji i schodzi poniżej tego minimum, gdy zlecenie jest małe: przy kilkudziesięciu akcjach wychodzi taniej, przy zleceniach na setki tysięcy dolarów wygrywa stała. Dla portfela liczonego w tysiącach, a nie w milionach, odpowiedź jest jedna. Model stopniowany bywa przy tym tańszy, niż wygląda w tabeli, bo giełda płaci za dostarczoną płynność i część tej opłaty przechodzi na klienta.
Zanim jednak wybierzesz brokera, wybierasz opakowanie podatkowe. W Polsce pierwszą osłoną są IKE i IKZE, czyli rachunki, na których zysk z akcji rozlicza się inaczej niż na zwykłym rachunku. Jak wybrać między nimi, opisałem w kroku drugim przewodnika o inwestowaniu w akcje. Tu wystarczy jedno: opakowanie wybiera się raz, brokera można zmienić.
Przewalutowanie kosztuje więcej niż prowizja
Druga decyzja nie ma własnej tabeli, bo jej koszt nie jest opłatą. Jeśli rachunek jest prowadzony w złotych, a spółka notowana w dolarach, broker przy kupnie wymienia złote na dolary, przy sprzedaży dolary na złote, a przy następnym kupnie znowu złote na dolary. Każda wymiana ma spread, czyli różnicę między kursem, po którym broker kupuje walutę, a kursem, po którym ci ją sprzedaje. Spread nie stoi na paragonie w osobnej linii. Siedzi w kursie.
Policzmy na okrągłych liczbach. Załóżmy portfel 20 000 zł, spread 0,5% w każdą stronę i prowizję 0,2% od zlecenia. Wejście w dolary kosztuje 100 zł spreadu, raz. Każda zamiana jednej spółki na drugą, czyli sprzedaż i kupno, to przy automatycznym przewalutowaniu dwie wymiany waluty i dwie prowizje: 1% obracanej kwoty w spreadzie wobec 0,4% w prowizji. Czyli na kursie broker zarabia dwa i pół raza więcej niż na prowizji, którą porównywałeś w rankingu.
Załóżmy dalej, że przez rok obrócisz połową portfela, czyli 10 000 zł. To 100 zł spreadu i 40 zł prowizji, a razem z jednorazowym wejściem w dolary 240 zł w pierwszym roku i 140 zł w każdym następnym. Czy przy takim portfelu to w ogóle ma znaczenie? Dziś nie, i właśnie dlatego nikt tego nie liczy. Tylko że stawka zostaje ta sama, a kwota rośnie razem z portfelem: przy 200 000 zł i tym samym zachowaniu sam spread to 1 000 zł rocznie. Rachunek otwierasz raz, więc decyzja podjęta przy 20 000 obowiązuje też przy 200 000.
Nie wiem, ile spreadu dolicza twój broker. Wiem, że nie znajdziesz go w tabeli prowizji, tylko w kursie na potwierdzeniu transakcji, obok kursu z tego samego dnia, i policzyć go musisz sam.
Rozwiązanie kosztuje jedną decyzję przy otwieraniu rachunku: subrachunek w dolarach. Wymieniasz złote raz, przy wpłacie, a potem dolary ze sprzedaży zostają dolarami i czekają na następne zlecenie. Jeśli broker nie umie prowadzić subrachunku w walucie spółki, to według mnie wystarczający powód, żeby otworzyć rachunek gdzie indziej, i jedyny warunek, jaki stawiam brokerowi bez wyjątków.
Komu przydają się akcje ułamkowe
Akcja ułamkowa to część jednej akcji zapisana na twoim rachunku: jeśli spółka kosztuje 1 200 dolarów, a chcesz w nią włożyć 120, dostajesz 0,1 akcji. Przydaje się w jednym przypadku: gdy portfel jest na tyle mały, że pełne akcje kilku drogich spółek zjadłyby całą dywersyfikację. Za 2 000 dolarów zamiast jednej akcji po 1 200 i reszty w gotówce można mieć po 0,2 akcji dziesięciu spółek.
Są dwie rzeczy, o których dowiadujesz się dopiero w praktyce. Ułamków nie ma na każdym rynku ani w każdym typie zlecenia, a broker zwykle realizuje je po cenie rynkowej, bez limitu. I ułamka zwykle nie da się przenieść do innego brokera: przy przenosinach rachunku część ułamkowa jest sprzedawana i oddawana w gotówce, więc przenosiny stają się zdarzeniem podatkowym. U części brokerów handel ułamkami trzeba osobno włączyć w ustawieniach rachunku.
Zlecenie po każdej cenie czy z limitem
Trzecia decyzja trwa dwa kliknięcia i potrafi kosztować więcej niż roczna prowizja. Zlecenie po każdej cenie realizuje się natychmiast po tym, co akurat oferuje rynek. Zlecenie z limitem realizuje się tylko po twojej cenie lub lepszej i może nie zrealizować się wcale. W płynnej spółce w środku sesji różnica to grosze. Na otwarciu, w spółce, w której między ofertą kupna a sprzedaży jest kilka procent, robi się z tego osobna pozycja na paragonie.
Załóżmy zlecenie na 10 000 zł w małej spółce, w której najlepsza oferta sprzedaży stoi 3% nad ostatnią transakcją. Zlecenie po każdej cenie bierze tę ofertę i płacisz 300 zł ponad cenę, którą widziałeś na ekranie, przy prowizji 20 zł. Czyli jedno kliknięcie w niewłaściwy typ zlecenia kosztuje piętnaście prowizji.
Skąd wiedzieć, jaki limit wpisać? Z arkusza zleceń, który każdy broker pokazuje obok kursu: najlepsza oferta sprzedaży to cena, po której kupisz od razu, a limit poniżej niej to oferta, która czeka, aż ktoś ją przyjmie. Cena, którą widzisz na ekranie, jest ceną ostatniej transakcji, nie ceną, po której ktoś ci sprzeda. Limit zamienia jedno w drugie. Dlatego dla kogoś, kto składa kilka zleceń w roku, limit jest domyślny.
Po zatwierdzeniu akcje są twoje od razu, ale rozliczenie, czyli zamiana pieniędzy na papiery między depozytami, zamyka się później. W Stanach od 28 maja 2024 roku trwa jeden dzień roboczy, skrócony przez SEC z dwóch. Dotyczy cię to w jednym momencie: pieniądze ze sprzedaży wypłacisz po rozliczeniu, nie po kliknięciu.
Co się dzieje z akcjami po śmierci
Czwarta decyzja jest tą, której nie ma w żadnej instrukcji kupowania akcji, i według mnie najdroższą, bo jej brak nie kosztuje nic aż do dnia, w którym kosztuje wszystko.
Mechanizm jest w kodeksie cywilnym, nie w regulaminie brokera. Pełnomocnictwo wygasa ze śmiercią mocodawcy, tak stanowi art. 101 § 2 Kodeksu cywilnego, a wyjątek wymaga osobnego zastrzeżenia w treści pełnomocnictwa. Czyli login i hasło zostawione małżonkowi w kopercie nie są zabezpieczeniem: przelew z rachunku po śmierci właściciela, nawet przez osobę, która za życia była pełnomocnikiem, jest działaniem bez umocowania. Pieniądze czekają na postępowanie spadkowe, a akcje czekają razem z kursem, którego nikt nie może w tym czasie zmienić.
Rachunek wspólny działa inaczej. Dwie osoby mają własne loginy i wspólne prawo do środków, więc gdy jednej coś się stanie, druga nadal ma dostęp i może legalnie dysponować rachunkiem. Kosztem jest podwójne rozliczenie podatkowe w proporcji, w jakiej podzieliliście kapitał, i zaufanie do drugiej osoby na poziomie, na którym może wszystko wypłacić bez pytania. Przy rachunku pojedynczym spadkobierca idzie do brokera z notarialnym poświadczeniem dziedziczenia, u brokera zagranicznego z tłumaczeniem przysięgłym, i czeka.
Jest jeszcze jedna linia na tym paragonie, o której polscy inwestorzy dowiadują się najpóźniej. Akcje spółek amerykańskich są dla amerykańskiego fiskusa majątkiem położonym w Stanach niezależnie od tego, gdzie leży rachunek, a spadek po nierezydencie powyżej 60 000 dolarów takiego majątku wymaga złożenia amerykańskiej deklaracji spadkowej. Ile z tego wyniknie podatku, zależy od sytuacji i od doradcy, którego trzeba zapytać przed pierwszym zleceniem, nie po. Próg jest niski, a portfel z kilkoma spółkami technologicznymi przekracza go szybciej, niż się wydaje.
Czy stracę akcje, jeśli broker upadnie
Nie, jeśli akcje są zapisane w wydzielonym majątku klientów, a tego wymaga licencja brokera po obu stronach Atlantyku: w Unii przepisy o ochronie instrumentów finansowych klienta, w Stanach reguła 15c3-3, która każe oddzielić papiery i gotówkę klientów od działalności własnej brokera. Majątek klientów nie wchodzi do masy upadłościowej. Gdy broker upada, nadzorca przenosi rachunki do innego brokera albo wypłaca klientom to, co na nich było. Akcje spółki nie znikają razem z pośrednikiem, przez którego je kupiłeś.
Ryzyko dotyczy przypadku, w którym broker oszukiwał, czyli w księgach jest mniej akcji, niż wynika z wyciągów klientów. Na to są systemy rekompensat. W Stanach SIPC pokrywa do 500 000 dolarów na klienta, w tym do 250 000 w gotówce, i chroni przed brakiem papierów, nie przed spadkiem kursu. W Unii dyrektywa 97/9/WE wymaga ochrony co najmniej 20 000 euro na inwestora, a w Polsce prowadzi ją system rekompensat przy KDPW, z limitami zapisanymi w ustawie o obrocie instrumentami finansowymi. Tych dwóch kwot nie da się zestawić jak dwóch cen, bo jedna jest sufitem, a druga podłogą: amerykańska mówi, ile najwyżej wypłaci system, europejska, poniżej czego państwo Unii zejść nie może. Praktyczny wniosek jest po obu stronach ten sam: rozdzielanie pieniędzy między dwóch brokerów ma sens dopiero przy kwotach, przy których któryś limit staje się realnym ograniczeniem. Poniżej to koszt bez korzyści.
Czego nie naprawi zmiana brokera
Cztery decyzje wyżej dotyczą rachunku. Piąta dotyczy tego, co na niego trafia. Zlecenie z limitem nie pomoże, jeśli nie wiesz, co spółka sprzedaje, kto za to płaci i co musiałoby się stać, żeby przestała zarabiać. Jak przeczytać spółkę, zanim złożysz zlecenie, opisałem osobno w tekście o analizie spółki przed inwestycją. Reguła jest jedna: cztery decyzje o rachunku podejmujesz w jedno popołudnie i każdą da się później odkręcić zmianą brokera, piątej nie odkręcisz i nie skończysz jej nigdy.
W Taufolio ten krok nazywa się Pełny raport: jedna spółka rozłożona na biznes, zarząd, wycenę i tezę, z cytatami ze sprawozdań, które można sprawdzić u źródła. Po zakupie spółka nie trafia do arkusza z kursem, tylko do Monitoringu, który sprawdza tezę po wynikach i odzywa się, gdy dzieje się coś, co ją zmienia. Dlaczego portfel to co innego niż rachunek maklerski, piszę w osobnym tekście. Jeśli chcesz zobaczyć, jak wygląda raport przed pierwszym zleceniem, zacznij od pierwszych kroków albo od opisu produktu.
Najczęściej zadawane pytania
Jak kupić akcje przez internet krok po kroku?
Ile naprawdę kosztuje przewalutowanie przy zakupie akcji zagranicznych?
Czym różni się zlecenie PKC od zlecenia z limitem?
Co się dzieje z akcjami na koncie maklerskim po śmierci właściciela?
Co to są akcje ułamkowe i komu się przydają?
Czy stracę akcje, jeśli broker upadnie?
- portfolio
- fundamentals
- product
Wpisy powstają z udziałem narzędzi AI i przechodzą kontrolę redakcyjną zespołu Taufolio przed publikacją.