Przejdź do treści
MonitoringRaportyMetodologiaCennikBlogO nasZacznij za darmo
Powrót do bloga

Analiza

Konferencja wynikowa: czytaj Q&A, nie kartkę zarządu

Konferencja wynikowa ma dwie części i tylko jedna niesie informację. Zobacz, jak czytać sesję Q&A, wyłapywać uniki zarządu i porównywać cztery kwartały.

Zespół Taufolio12 min czytania
Zobacz przykładowy raport

To metodyka analizy, a nie rekomendacja. Nic tutaj, ani nigdzie indziej w Taufolio, nie jest poradą inwestycyjną. Traktuj każdy przykład jako punkt wyjścia do własnych poszukiwań.

Konferencja wynikowa ma dwie części i tylko jedna z nich niesie informację. Wstęp czytany z kartki mówi ci, o czym zarząd chce rozmawiać. Sesja pytań i odpowiedzi pokazuje, o czym rozmawiać nie chce. Prawdziwa informacja siedzi w tej drugiej części, a naprawdę widać ją dopiero wtedy, gdy zestawisz cztery kolejne kwartały obok siebie.

Czym jest konferencja wynikowa?

To telekonferencja organizowana zwykle nazajutrz po publikacji raportu kwartalnego. Zarząd omawia liczby, potem oddaje głos analitykom, którzy pytają o to, co ich w tych liczbach niepokoi. Cztery razy w roku, po każdym kwartale.

Zaskakujące jest co innego: takiej rozmowy nikt spółce nie nakazuje. Amerykański nadzór wymaga dokumentów, od rocznego 10-K po bieżący 8-K, ale nie wymaga, żeby ktokolwiek usiadł przed mikrofonem i je wytłumaczył. Spółki robią to, bo inwestorzy tego oczekują, a Regulation FD pilnuje tylko jednego: jeśli już mówisz, mów do wszystkich naraz, a nie na ucho trzem wybranym analitykom.

Skoro konferencja jest dobrowolna, to spółka, która po cichu z niej rezygnuje, właśnie coś powiedziała.

Każde takie spotkanie ma ten sam kształt. Zaczyna osoba od relacji inwestorskich, która czyta regułkę o stwierdzeniach dotyczących przyszłości, czyli uprzedza, że to, co za chwilę usłyszysz o przyszłości, nie musi się wydarzyć. Potem prezes i dyrektor finansowy czytają przygotowany tekst o przychodach, marżach i prognozie na kolejny kwartał. Na końcu głos dostają analitycy i od tego momentu nikt już nie czyta z kartki.

Jeśli masz na to dziesięć minut, dziewięć oddaj sesji Q&A.

Co naprawdę mówi wstęp z kartki

Wstęp jest napisany tak, żeby przetrwał czytanie przez prawnika i cytowanie przez dziennikarza, więc rzadko zawiera zdanie, którego zarząd nie chciał powiedzieć. To nie znaczy, że jest bezużyteczny. Wstęp mówi ci, którą liczbę zarząd wybrał na pierwszy plan i jakim słowem nazwał słaby kwartał, a jedno i drugie przyda ci się za trzy kwartały.

Prawdziwie ciekawy jest szew między dwiema połowami. Ten sam temat dostaje dwie wersje: napisaną w domu i tę spod pytania analityka. Jeśli w scenariuszu marża spadła „przejściowo, z powodu miksu produktowego”, a w Q&A ten sam spadek dostaje trzy zdania bez ani jednej liczby, to nie jest ta sama informacja. To dwie różne informacje o tym samym.

Po co w takim razie w ogóle czytać wstęp? Po to, żeby mieć z czym porównać sesję Q&A. Wypisz sobie z kartki dwa zdania: to z prognozą i to, którym zarząd nazwał najsłabszą część kwartału. Za trzy kwartały jedno z nich zabrzmi inaczej i tylko dzięki tej notatce to zauważysz.

Dlatego czytam konferencje parami: fragment ze wstępu i odpowiedź na pytanie o dokładnie ten fragment. Reszta materiału jest opisem kwartału, który i tak masz w sprawozdaniu. Sposób, w jaki zarząd tłumaczy różnicę między obietnicą a wykonaniem, to osobny temat, rozłożony na czynniki w tekście o tym, jak oceniać zarząd po obietnicach, działaniach i dowodach.

Jedno pytanie na dziewięć zostaje bez odpowiedzi

Uniki na konferencjach da się policzyć i ktoś to zrobił. Z badania Non-Answers During Conference Calls (Gow, Larcker, Zakolyukina, „Journal of Accounting Research”, 2021) wynika, że około 11% pytań analityków dostaje odpowiedź, która odpowiedzią nie jest, a odsetek trzyma się stabilnie przez lata i wygląda podobnie w różnych branżach.

Czyli na konferencji z piętnastoma pytaniami jedno albo dwa zostają bez odpowiedzi, i to niezależnie od tego, czy słuchasz producenta półprzewodników, czy sieci sklepów.

Ważniejsze jest to, gdzie te uniki siadają. Autorzy pokazali, że częściej dostają je pytania o negatywnym wydźwięku, pytania bardziej złożone i takie, które proszą o więcej szczegółu, a także pytania dotykające informacji, których spółka nie chce oddać konkurencji. Uniki nie rozkładają się losowo. Siadają dokładnie tam, gdzie pytanie boli, więc lista pytań bez odpowiedzi jest listą tematów, o których zarząd wolałby nie mówić.

Skąd wiesz, że to unik, a nie zwykła ostrożność? Po kształcie odpowiedzi. Unik jest zwykle dłuższy od pytania, cieplejszy w tonie i zbudowany z rzeczowników, których nie da się zmierzyć: zaangażowanie klientów, dojrzewający lejek sprzedaży, dyscyplina kosztowa. Odpowiedź ostrożna brzmi inaczej, bo nazywa granicę wprost: nie podajemy tego wskaźnika, podamy go po zamknięciu roku. Pierwsza ucieka od liczby, druga mówi, kiedy liczba będzie.

Reguła czytania jest banalnie prosta: nie licz, ile razy padło słowo „popyt”. Policz, ile pytań dostało w odpowiedzi liczbę.

Kiedy trzeci analityk wraca do tego samego

Analitycy nie umawiają się przed konferencją i nie dzielą się listą pytań. Kiedy więc trzeci z rzędu wraca do zapasów, do rotacji klientów albo do jakości marży, znaczy to jedno: pierwsza odpowiedź ich nie przekonała, a drugiej nie kupili.

Powtórzone pytanie to jedyny moment konferencji, w którym rynek mówi własnym głosem, a nie głosem spółki.

Temat, do którego wraca trzech ludzi liczących ten biznes zawodowo, jest sporem, a nie przypisem. Nie znaczy to, że mają rację. Znaczy, że tam jest niepewność, którą warto sprawdzić samodzielnie w sprawozdaniu.

Przy okazji to najtańszy sposób odróżnienia tematu od szumu, jaki znam. Wokół każdej większej spółki codziennie przybywa tematów, a większość z nich nie dożywa kolejnego kwartału. Lista pytań z konferencji pokazuje, na czym skupia się uwaga analityków, a nagłówki są zwykle gdzie indziej; jeśli ta różnica cię interesuje, rozwijam ją w tekście o szumie i sygnale w inwestowaniu.

Wymówka, której konkurent nie potrzebował

Dobry zarząd nazywa własny błąd po imieniu i mówi, co z nim zrobi. Słaby obwinia pogodę, kursy walut, łańcuchy dostaw i układ świąt w kalendarzu. Różnica nie polega na tonie, tylko na tym, czy da się sprawdzić, kto za problem odpowiada.

Sprawdzenie jest darmowe: otwórz konferencję bezpośredniego konkurenta z tego samego kwartału i zobacz, czy on też potrzebował tej wymówki. Jeśli w tym samym „wymagającym otoczeniu” konkurent podniósł ceny i urósł, słuchasz opowieści o zarządzie, a nie o otoczeniu.

W praktyce wygląda to tak: wypisujesz z konferencji jedno zdanie z wymówką, otwierasz materiały konkurenta z tego samego kwartału i szukasz w nich tej samej przyczyny. Albo znajdziesz ją słowo w słowo, bo cała branża oberwała tym samym, albo nie znajdziesz jej wcale. Pierwszy wynik zamyka temat i oszczędza ci godziny. Drugi otwiera nowy, bo skoro konkurent z tego samego rynku nie miał problemu z pogodą, to problem nie był z pogodą.

Ten test ma jedno ograniczenie i lepiej o nim wiedzieć: dwie spółki z tej samej branży bywają w różnych punktach cyklu, mają inny miks geograficzny i inne umowy z klientami. Makro naprawdę czasem tłumaczy kwartał. Tylko że wtedy tłumaczy je u wszystkich naraz, a nie u jednego.

Liczba, która zniknęła z prezentacji

Załóżmy, że spółka przez sześć kwartałów z rzędu podawała, ile procent przychodu pochodzi od dziesięciu największych klientów, i za każdym razem wychodziło około 40%. W siódmym kwartale tej liczby nie ma. Zamiast niej pojawia się nowy wskaźnik, „skorygowana marża wkładu”, którego rok temu nie było w żadnym materiale.

Brak liczby nie jest dowodem.

Zmiana ujawnień jest sygnałem, bo spółka, której wskaźnik ładnie wygląda, nie przestaje go pokazywać. Nowa miara, która przychodzi dokładnie w kwartale, w którym stara zbrzydła, rzadko służy przejrzystości.

Sprawdzasz to jednym ruchem: bierzesz prezentację sprzed czterech kwartałów i porównujesz spis slajdów. Nie treść, tylko spis. Wskaźnik, który wypadł ze spisu, wraca zwykle jako pytanie analityka, a to, co zarząd zrobi z tym pytaniem, jest ciekawsze niż sam wskaźnik.

Rok konferencji zamiast jednej

Pojedyncza konferencja prawie zawsze brzmi dobrze, bo tak jest napisana. Sygnałem nie jest jeden pewny siebie kwartał, tylko dryf: sposób, w jaki spółka mówi o tym samym problemie kwartał po kwartale.

Netflix zostawił po sobie wzorcowy przykład, i to we własnych dokumentach. W liście do akcjonariuszy z 19 kwietnia 2022 spółka podała, że poza 222 mln płacących gospodarstw domowych z jej konta korzysta ponad 100 mln kolejnych, i napisała o tym tak: „Sharing likely helped fuel our growth by getting more people using and enjoying Netflix”. Czyli mniej więcej co trzecie gospodarstwo oglądające Netflixa nie płaciło, a spółka nazywała to paliwem wzrostu.

Dziewięć miesięcy później, w liście z 19 stycznia 2023, w tym samym miejscu stoi zdanie: „Later in Q1, we expect to start rolling out paid sharing more broadly”. To samo zjawisko, ta sama spółka, dwie różne nazwy w odstępie trzech kwartałów.

Dryf ma kilka stałych kształtów. Konkretny problem ma wiosną własną nazwę, latem nazywa się już „przeciwnościami rynkowymi”, jesienią „długoterminowymi szansami”. Zmieniają się też czasowniki: z „we expect” robi się „we're comfortable with”, z „confident” robi się „encouraged”, a widełki prognozy w tabelce wyglądają identycznie jak kwartał wcześniej.

Najłatwiej wyłapać dryf po analityku, który nie odpuszcza. Ten sam człowiek zadaje to samo pytanie cztery kwartały z rzędu, a ty czytasz cztery odpowiedzi jedna pod drugą i widzisz, czy zarząd przybliża się do liczby, czy się od niej oddala.

Uważam, że zarząd ocenia się właśnie po dryfie, nie po jednym wystąpieniu. Rok transkryptów czytanych pod rząd pokazuje charakter: jeden zarząd mówi „pomyliliśmy się w zapasach i oto co robimy”, drugi cztery razy z rzędu nazywa ten sam problem inaczej.

Stawiam przy tym, że w większości przypadków dryf wyprzedza obniżkę prognozy o kwartał, dwa: najpierw miękną słowa, dopiero potem tabelka. Policzonej próbki na to nie mam, więc od razu mówię, co tę tezę obali: seria spółek, w których prognoza spada, a przed nią nie ma ani jednego kwartału rozmytego języka. Metodę porównywania kwartałów rozkładam na kroki w tekście o tym, dlaczego czyta się trzy konferencje, a nie jedną.

Czy polskie spółki organizują konferencje wynikowe?

Tak, tylko na innych zasadach i w innym rytmie. Zasada 1.6 Dobrych Praktyk Spółek Notowanych na GPW 2021 mówi, że spółka z WIG20, mWIG40 albo sWIG80 organizuje spotkanie dla inwestorów raz na kwartał, a pozostałe „nie rzadziej niż raz w roku”. Ta sama zasada dodaje, że „podczas organizowanych spotkań zarząd spółki publicznie udziela odpowiedzi i wyjaśnień na zadawane pytania”, czyli sesja pytań jest wpisana w samo spotkanie.

gdzie jak często co z tego masz
duża spółka z giełdy w USA cztery razy w roku, praktyka rynkowa wstęp, sesja Q&A, zwykle zapis tekstowy
WIG20, mWIG40, sWIG80 raz na kwartał, zasada 1.6 spotkanie z pytaniami, zwykle nagranie
pozostałe spółki z GPW nie rzadziej niż raz w roku jedno spotkanie, reszta w raportach bieżących

Czyli przy największych polskich spółkach masz ten sam materiał co za oceanem, tyle że częściej w formie nagrania niż tekstu, a przy mniejszych dostajesz jedną czwartą materiału i musisz go zastąpić czymś innym.

A co zrobić ze spółką, która spotyka się z inwestorami raz w roku? Zastąpić brakujące trzy kwartały tym, co i tak musi opublikować: raportami bieżącymi, sprawozdaniem półrocznym i komentarzem zarządu do wyników. To gorszy materiał, bo nikt nie zadaje w nim niewygodnych pytań, ale wciąż pisany pod odpowiedzialność zarządu.

Dobre Praktyki działają w formule „stosuj lub wyjaśnij”, więc spółka może zasady 1.6 nie stosować pod warunkiem, że wyjaśni dlaczego. To wyjaśnienie jest publiczne i bywa ciekawsze niż samo spotkanie. Jest też zasada 1.7: na pytanie inwestora spółka odpowiada „nie później niż w terminie 14 dni”, czyli pytanie, którego nie zadał żaden analityk, możesz zadać sam.

Gdzie znaleźć transkrypt za darmo

Amerykańskie spółki dołączają komunikat o wynikach jako załącznik do formularza 8-K, a ten leży w bazie EDGAR i nie kosztuje ani centa. Nagranie i zapis rozmowy niemal każda spółka wiesza dodatkowo w sekcji dla inwestorów na własnej stronie.

Zajrzyj tam nawet wtedy, gdy komunikat masz już z bazy nadzoru. Strona spółki niesie dwie rzeczy, których w niej nie ma: prezentację, na której zarząd prowadzi kwartał slajd po slajdzie, i godzinę transmisji, żeby posłuchać sesji pytań na żywo zamiast czytać ją tydzień później. Prezentacja przydaje się podwójnie, bo to jej spis slajdów porównujesz z tym sprzed czterech kwartałów.

Polskie spółki publikują w tym samym miejscu, częściej wideo niż tekst, więc na sesję pytań trzeba poświęcić realny czas zamiast przewinąć ją wzrokiem.

To wciąż dokument z pierwszej ręki, czyli materiał, którego nikt po drodze nie streścił i nie ocenił za ciebie. Dlaczego akurat takie dokumenty biją analizy z drugiej ręki, opisuję w tekście o pierwotnych źródłach w analizie spółki.

Kurs po wynikach nie jest oceną konferencji

Teoretycznie moglibyśmy skończyć na regule „czytaj Q&A”. W praktyce jest jeszcze jedna pułapka, w którą wpada się najłatwiej: mylenie reakcji kursu z wartością konferencji.

Kurs po wynikach mierzy różnicę między tym, co spółka pokazała, a tym, czego rynek oczekiwał. Załóżmy, że po dobrej konferencji kurs spada o 10%: mówi to tylko tyle, że oczekiwania były wyżej. Wzrost po konferencji, na której zarząd trzy razy z rzędu uciekł od pytania o marżę, nie unieważnia tych trzech uników. Reakcja kursu i wartość poznawcza rozmowy to dwie różne rzeczy, które akurat zdarzają się tego samego dnia, a co z tym zrobić, rozwijam w tekście o tym, dlaczego nie handluje się wynikami.

Tańsza wersja tej samej pułapki to czytanie samego nagłówka. „Spółka podniosła prognozę” i „akcje spadają po wynikach” opisują ten sam wieczór, oba prawdziwie i oba bezużytecznie, bo żaden nie mówi, o co pytali analitycy i co usłyszeli w odpowiedzi.

Drugie ograniczenie jest poważniejsze. Ton nie jest dowodem. Pewna siebie odpowiedź bywa fałszywa, a odpowiedź nerwowa bywa po prostu odpowiedzią na trudne pytanie zadane przez kogoś, kto zna ten model finansowy na pamięć. Nie wiem, czy zarząd, który omija liczbę, zna ją i ukrywa, czy jej nie ma; wiem, że w kolejnym kwartale albo ta liczba wróci, albo temat zniknie, i dopiero to coś rozstrzyga.

Dlatego ton służy do celowania uwagą, a rozstrzyga sprawozdanie. Kolejność jest jednokierunkowa: z konferencji bierzesz pytanie, ze sprawozdania odpowiedź.

Co przeczytać przy najbliższych wynikach

Przy najbliższej konferencji spółki, którą masz w portfelu, zrób cztery rzeczy:

  1. Przeczytaj samą sesję Q&A, od ostatniego pytania do pierwszego. Najtrudniejsze pytania zwykle padają na końcu, gdy kolejka analityków się przerzedza.
  2. Wypisz pytania, które nie dostały liczby w odpowiedzi.
  3. Sprawdź, czy któryś temat wraca u trzech różnych analityków.
  4. Otwórz prezentację sprzed czterech kwartałów i porównaj spis slajdów z dzisiejszym.

Cztery kroki zajmują godzinę na spółkę. Brief wynikowy robi tę samą pracę na jednej konferencji: liczby, co powiedział zarząd, co zmieniło się względem poprzedniego kwartału. Brief wynikowy pro zestawia bieżącą konferencję z trzema wcześniejszymi, czyli dokładnie z tym oknem, w którym widać dryf. Pod jednym i drugim leży Transkrypt konferencji, żeby sprawdzić cytat u źródła zamiast wierzyć parafrazie, a cytaty zostają w oryginale, bo z przetłumaczonego zdania nikogo nie da się rozliczyć. Zobacz, jak to wygląda na gotowych raportach.

Jedną konferencję przeczytasz w godzinę. Dryfu nie przeczytasz wcale, jeśli nie masz obok trzech poprzednich, i na tym polega cała różnica między czytaniem transkryptu a rozliczaniem zarządu.

Najczęściej zadawane pytania

To telekonferencja tuż po publikacji wyników kwartalnych: zarząd omawia liczby, a potem odpowiada na pytania analityków. Amerykański nadzór wymaga dokumentów, nie rozmowy o nich, więc konferencja jest dobrowolna. Na GPW zasada 1.6 Dobrych Praktyk 2021 zaleca spotkanie dla inwestorów co kwartał w spółkach z WIG20, mWIG40 i sWIG80, ale w formule „stosuj lub wyjaśnij”.
Wstęp jest napisany wcześniej i sprawdzony przez prawników, więc pokazuje, na czym zarządowi zależy. Sesja Q&A idzie na żywo i tam pada to, czego nikt nie zdążył wyćwiczyć. Najciekawszy jest szew między nimi: temat, który w scenariuszu brzmiał pewnie, a pod pytaniem analityka traci wszystkie liczby.
Bo pierwsza odpowiedź ich nie przekonała. Analitycy nie umawiają się przed konferencją, więc trzy podejścia do tego samego tematu z rzędu oznaczają, że ludzie liczący ten biznes zawodowo nie kupili prostego wyjaśnienia. To nie jest dowód winy, tylko wskazówka, gdzie sprawdzić sprawozdanie.
Amerykańskie spółki dołączają komunikat o wynikach jako załącznik do formularza 8-K, który leży w bazie EDGAR i jest bezpłatny. Nagranie i zapis niemal każda spółka wiesza też w swojej sekcji dla inwestorów. Polskie spółki publikują nagrania spotkań w tym samym miejscu, choć rzadziej w formie tekstu.
Największe tak, i to w rytmie kwartalnym: zasada 1.6 Dobrych Praktyk 2021 mówi o spotkaniu raz na kwartał dla spółek z WIG20, mWIG40 i sWIG80, a dla pozostałych nie rzadziej niż raz w roku. Zasada 1.7 daje ci jeszcze jedno narzędzie: na pytanie inwestora spółka ma odpowiedzieć w ciągu 14 dni.
Nie. Konferencja pokazuje, jak zarząd tłumaczy własny biznes i czy ta opowieść wytrzymuje zderzenie z liczbami ze sprawozdania. To jeden z materiałów do analizy, a nie sygnał transakcyjny. Reakcja kursu w dniu wyników mówi zresztą o oczekiwaniach rynku, nie o jakości konferencji.
  • earnings
  • management
  • research
Udostępnij:XLinkedIn

Wpisy powstają z udziałem narzędzi AI i przechodzą kontrolę redakcyjną zespołu Taufolio przed publikacją.