Odwrócona krzywa dochodowości miała rację. I co z tego?
Odwrócona krzywa dochodowości potrafi trafić w kierunek i pomylić się o rok. Cztery pytania, które mówią, czy makro dotyczy twojej spółki, czy tylko rynku.
Zobacz przykładowy raportTo metodyka analizy, a nie rekomendacja. Nic tutaj, ani nigdzie indziej w Taufolio, nie jest poradą inwestycyjną. Traktuj każdy przykład jako punkt wyjścia do własnych poszukiwań.
Odwrócona krzywa dochodowości potrafi mieć rację co do kierunku i pomylić się o rok co do terminu, a to wystarczy, żeby stracić pieniądze na trafnej diagnozie. Dlatego makro nie odpowiada na pytanie, co zrobić z portfelem. Odpowiada na inne: czy stopy, inflacja albo kurs walutowy zmieniają popyt, koszty, finansowanie albo pozycję konkurencyjną tej jednej spółki. Jeśli nie zmieniają, zostają tłem, a tło nie jest powodem do ruchu.
Sygnał, który świecił dwa lata
Klasyczne ostrzeżenie zapaliło się 6 lipca 2022 roku. Różnica między rentownością amerykańskich obligacji dziesięcioletnich i dwuletnich spadła wtedy poniżej zera, do minus 0,04 punktu procentowego, w serii prowadzonej przez Bank Rezerwy Federalnej w St. Louis, i po kilku przymiarkach z końca sierpnia wróciła nad kreskę na dobre 6 września 2024 roku. Czyli lampka paliła się bez przerwy przez ponad dwa lata, a nie przez tydzień, po którym wypadałoby coś zrobić.
Rynek w tym czasie robił swoje. Indeks S&P 500 zamknął 2022 rok na poziomie 3839,50 punktu, a 2023 na 4769,83, według danych tej samej instytucji, czyli w dwanaście miesięcy urósł o mniej więcej jedną czwartą, kiedy ostrzeżenie wciąż wisiało nad rynkiem.
Kto w styczniu 2023 potraktował krzywą jak przycisk „wychodzę”, ten oddał ten wzrost za spokój. Recesja w tamtym terminie nie przyszła, a akcje odkupował już drożej albo wcale.
Dlaczego ta krzywa w ogóle działa
Krzywa odwraca się wtedy, gdy rynek obligacji wycenia przyszłe obniżki stóp, czyli spodziewa się gospodarki na tyle słabej, że bank centralny będzie musiał ją ratować. Za tym odczytem stoją własne pieniądze tysięcy uczestników, a nie opinia wygłoszona na konferencji. Stąd jego waga.
Jest też mechanizm bardziej namacalny, bo widać go w rachunku wyników. Bank pożycza krótko i kredytuje długo, więc żyje z różnicy między jednym a drugim końcem krzywej. Kiedy krótki koniec płaci więcej niż długi, nowy kredyt przestaje bankowi się opłacać, akcja kredytowa hamuje, a firmy finansujące wzrost długiem dostają mniej pieniędzy na gorszych warunkach. To nie jest korelacja wyciągnięta z wykresu. To jest przyczyna z rachunku wyników pożyczkodawcy.
Brzmi sensownie i przez większość powojennej historii amerykańskiej gospodarki było prawdą. Zależność policzyli Estrella i Mishkin dla powojennych recesji w Stanach i z tej pracy krzywa wzięła swój dzisiejszy status wskaźnika wyprzedzającego. Uczciwość każe dodać drugą połowę zdania: wyprzedzenie liczy się tam w kwartałach, nie w tygodniach, a ostrzeżenie zapalało się także wtedy, gdy recesja nie przyszła wcale.
Kierunek to nie termin
Tylko że kierunek i termin to dwie osobne informacje, a giełda płaci wyłącznie za tę drugą.
Załóżmy, że wskaźnik ma rację i ryzyko recesji naprawdę rośnie. Co dokładnie z tym robisz? Zmieniasz całą alokację, połowę, jedną piątą? Wracasz po spadku o dziesięć procent, po pierwszej obniżce stóp, po drugim kwartale lepszych danych? W tych pytaniach mieści się cała decyzja, a makro nie ma o żadnym z nich nic do powiedzenia.
Ostrzeżenie mówi „warunki się psują”. Nie mówi „w marcu”.
Policzmy koszt pomyłki o dwa lata. Załóżmy, że wychodzisz z rynku i trzymasz gotówkę oprocentowaną na 4% rocznie, czyli po dwóch latach masz o mniej więcej 8% więcej niż na starcie. Tyle wynosi cały zysk z tej decyzji, więc wyjście opłaca się dopiero wtedy, gdy rynek da w tym samym czasie mniej. Spadać nie musi. Wystarczy, że urośnie wolniej, a te dwa lata warunku nie spełniły: sam 2023 rok dał mniej więcej jedną czwartą. Zostaje jeszcze drugi warunek, o który nikt się przy wyjściu nie upomina: dzień, w którym rozpoznasz dno i wrócisz.
Do tego kurs między jednymi a drugimi wynikami rusza się z powodów, które z gospodarką mają niewiele wspólnego: przepływy do funduszy, rebalansowanie indeksów, cudze pozycje zamykane w złym momencie. Tu wystarczy jedno: nagłówek makro i ruch kursu potrafią stać obok siebie bez żadnego związku przyczynowego.
Stopa procentowa jest ceną czasu
Zanim makro dotrze do spółki przez popyt, dociera do niej przez arytmetykę, i ta droga jest szybsza. Cena akcji to dzisiejsza wartość przyszłych przepływów, więc kiedy stopa wolna od ryzyka rośnie, ta sama przyszłość jest dziś warta mniej. Nic w spółce nie musi się zmienić, żeby zmieniła się liczba.
Załóżmy, że cały zysk pojawia się dopiero za dziesięć lat. Przy stopie dyskontowej 5% złotówka z tamtego roku jest dziś warta około 61 groszy, przy 9% około 42 grosze, czyli ta sama obietnica traci prawie jedną trzecią wartości w jednym ruchu banku centralnego.
Dlatego przy podwyżkach mocniej obrywają spółki, których zysk jest obietnicą, a nie faktem z rachunku wyników. Rynek nie ocenia wtedy produktu ani zarządu, tylko przesuwa punkt odniesienia: obligacja płacąca 5% zaczyna konkurować z akcją, która płaci nadzieję.
Cztery pytania zamiast jednego
Pytanie „czy to zmienia rynek” nie ma dobrej odpowiedzi. Pytanie „czy to zmienia tę spółkę” ma cztery.
- Popyt. Czy klient kupuje ten produkt na kredyt? Mieszkanie, samochód i maszyna produkcyjna tak. Lek, prąd i oprogramowanie rozliczane z budżetu operacyjnego znacznie rzadziej.
- Koszty i marża. Czy spółka przenosi wzrost kosztów na cennik w tym samym kwartale, czy dopiero po roku negocjacji z sieciami handlowymi?
- Finansowanie. Kiedy zapada dług i po jakim koszcie będzie rolowany?
- Pozycja konkurencyjna. Kto w tej branży pęka pierwszy, gdy pieniądz drożeje, i czy twoja spółka zbiera po nim udziały, czy oddaje własne?
Drugie pytanie rozstrzyga się w cenniku, nie w prognozie inflacji. Spółka, która podnosi ceny w tym samym kwartale, w którym drożeje jej surowiec, wychodzi z inflacji z marżą nienaruszoną albo wyższą. Spółka, która negocjuje ceny raz w roku z trzema sieciami handlowymi, przez dwanaście miesięcy zjada wzrost kosztów z własnej marży, choćby prezes mówił o niej dobrze na konferencji. Ten sam odczyt inflacji jest więc dla dwóch spółek dwiema różnymi wiadomościami.
Trzecie pytanie ma najostrzejszą krawędź, bo daje się policzyć. Załóżmy spółkę z 500 mln zł długu do zrolowania w przyszłym roku. Przy koszcie 3% odsetki wynoszą 15 mln rocznie, przy 8% już 40 mln, czyli 25 mln, które wcześniej zostawało w spółce, przechodzi do kredytodawcy. Żadna prezentacja zarządu tego nie odczaruje.
Harmonogram zapadalności długu stoi w bilansie i stoi tam na długo przed pierwszym nagłówkiem o stopach, a wyciąga się go od dołu, tam gdzie stoi gotówka i dług wymagalny w rok.
Czwarte pytanie jest najmniej intuicyjne, bo trudniejsze warunki nie działają demokratycznie. Kiedy pieniądz drożeje, pierwszy pęka konkurent z najsłabszym bilansem: tnie inwestycje, sprzedaje aktywa, oddaje klientów. Recesja bywa więc testem, po którym lider wychodzi z większym udziałem w mniejszym rynku, i takiego roku nie opisze zdanie o trudnej branży.
Bank, deweloper i dom mody
Te same stopy trafiają w trzy spółki w trzech zupełnie różnych miejscach.
Bank żyje z marży odsetkowej, czyli z różnicy między tym, co płaci deponentowi, a tym, co bierze od kredytobiorcy. Dla JPMorgan albo PKO BP poziom stóp jest pozycją w rachunku wyników, nie nastrojem na sali.
Deweloper mieszkaniowy dostaje ten sam ruch prosto w popyt. W Polsce widać to było jak w podręczniku: średnia miesięczna stopa banku centralnego wzrosła z 0,23% w październiku 2021 do 6,68% we wrześniu 2022, w serii stóp banków centralnych publikowanej przez Bank Rezerwy Federalnej w St. Louis, czyli koszt pieniądza podrożał prawie trzydziestokrotnie w jedenaście miesięcy. Rata przestała mieścić się w zdolności kredytowej klienta, a deweloperzy mieszkaniowi widzą taki ruch najpierw w liczbie podpisanych umów i dopiero potem w przychodach, bo przychód rozpoznają przy przekazaniu lokalu.
Dom mody luksusowej odpowiada przed innym sędzią. Zanim uznasz, że nagłówek o stopach w Stanach dotyczy spółki takiej jak LVMH, otwórz jej raport roczny i sprawdź, jaka część sprzedaży idzie do Azji. Ta jedna liczba powie ci o następnym kwartale więcej niż komunikat po posiedzeniu banku centralnego.
Czwarta spółka nie poczuje niczego. Producent oprogramowania sprzedawanego w abonamencie przejdzie przez ten sam rok prawie bez zmiany w biznesie, choć niekoniecznie w wycenie, bo nikt nie bierze kredytu na miesięczną fakturę, a klient nie odkłada jej na lepsze czasy, dopóki program jest mu potrzebny do pracy.
Branża rozstrzyga, jak mocno makro w spółkę trafia, i tego akurat nie da się nadrobić lepszym modelem, bo etap życia kategorii rozstrzyga się przed otwarciem arkusza.
Kiedy makro naprawdę jest tezą
Reguła „makro to tło” ma wyjątek i lepiej go nazwać samemu, niż czekać, aż zrobi to za ciebie rynek.
Są spółki, w których makro nie jest tłem, tylko główną zmienną. Bank, deweloper, spółka z dużym długiem o krótkim terminie zapadalności, producent surowca w środku cyklu podaży. Dla nich pytanie o wyjście z rynku jest złe z innego powodu: należało zapytać wcześniej, przy zakupie, ile z tezy zależy od jednej stopy procentowej.
Odejmij od tezy ten jeden czynnik makro i zobacz, co zostaje. Jeśli nie zostaje nic poza nadzieją na obniżki, kupujesz zakład o stopy procentowe, tylko w cenie akcji i bez terminu rozliczenia.
Drugie ryzyko jest subtelniejsze. Zdanie „to tylko kontekst” bywa wygodną wymówką, żeby przespać zmianę reżimu. Firma, która rosła głównie dlatego, że pieniądz był darmowy, po cyklu podwyżek nie ma gorszego nastroju. Ma inny model biznesowy, tylko jeszcze o tym nie napisała w prezentacji.
Dlatego kiedy kurs spada o dwadzieścia procent, pierwsze pytanie nie brzmi „co się dzieje na rynku”, tylko „które moje założenie właśnie przestało być prawdziwe”, a odpowiedź mieści się w godzinie rozpisanej na kolejność czynności.
Trzy scenariusze zamiast prognozy
Skoro terminu nie znamy, prognoza makro jest złym narzędziem, a scenariusz dobrym.
Zapisz trzy wersje świata: warunki dobre, przeciętne i trudne. Dla każdej odpowiedz, co dzieje się z popytem, marżą, kosztem długu i zachowaniem klienta. Po trzeciej wersji widać, ile z twojej tezy trzyma się na jednym założeniu, którego spółka nie kontroluje, i po to się je pisze, bo w scenariusz i tak nikt nie trafia.
W scenariuszu trudnym nie zgaduj indeksu. Odpowiedz na coś węższego: czy spółka domyka rok z dodatnią gotówką operacyjną, czy musi ciąć inwestycje, czy kowenant w umowie kredytowej wytrzymuje spadek wyniku o jedną trzecią. Odpowiedzi na te pytania leżą w dokumentach, nie w prognozach.
Nie wierzę w tezę, która działa wyłącznie wtedy, gdy stopy szybko spadną, konsument wróci do wydawania, kurs walutowy pomoże, a konkurencja nie ruszy cennika. To nie jest teza inwestycyjna. To lista życzeń z czterema warunkami, z których żaden nie zależy od spółki.
Uczciwie: nie wiem, kiedy krzywa odwróci się następnym razem ani czy wtedy trafi w termin. Wiem, że pytanie o termin i tak zadam spółce, nie krzywej.
Na pytanie z drugiej strony, czyli co poruszyło wyceną portfela w ostatnich dniach, odpowiada w Taufolio Dzisiejszy ruch, i czasem odpowiedzią naprawdę jest polityka albo dane makro, a nie żadna z twoich spółek.
Zapisz warunek, nie nastrój
Różnica między kontekstem a kompasem jest ostatecznie różnicą w zapisie.
Teza inwestycyjna rozkłada powód trzymania spółki na kilka założeń, a każde z nich ma mierzalny warunek. Kiedy założenie brzmi „koszt długu poniżej 5% po refinansowaniu w 2027”, nagłówek o stopach przestaje być emocją i staje się odczytem: warunek trzyma albo pękł. Monitoring pilnuje potem tych warunków bez twojego udziału, w każdym planie i bez kredytów, więc kolejny nagłówek o stopach nie wymaga od ciebie ani jednej decyzji, dopóki nie ruszy któregoś z zapisanych założeń.
Jak wygląda taki zapis w środku, pokazujemy na stronie produktu.
Makro mówi ci, w jakiej pogodzie ta spółka płynie. O tym, czy łódź jest szczelna, musisz przeczytać osobno.
Najczęściej zadawane pytania
Czy odwrócona krzywa dochodowości to powód, żeby wyjść z rynku?
Co to jest odwrócona krzywa dochodowości i czy przewiduje recesję?
Które spółki są najbardziej wrażliwe na stopy procentowe?
Jak sprawdzić, czy wiadomość makro dotyczy mojej spółki?
Czy inflacja szkodzi każdej spółce tak samo?
- market
- research
- portfolio
Wpisy powstają z udziałem narzędzi AI i przechodzą kontrolę redakcyjną zespołu Taufolio przed publikacją. Jak piszemy i poprawiamy wpisy